Kungsleden należy do najbardziej znanych długodystansowych szlaków turystycznych w Szwecji. Oferuje przepiękne nordyckie krajobrazy, górskie doliny, jeziora i kamieniste równiny, ale jednocześnie potrafi zaskoczyć trudnym terenem, chłodem i zmienną pogodą. Nie chodzi więc tylko o piękne widoki i liczbę pokonanych kilometrów. W tym artykule dowiesz się, czym jest szlak Kungsleden, jak trudna jest ta trasa i jak się na niej orientować. Nie zabraknie również wskazówek dotyczących sprzętu, jedzenia, wody i noclegów, a także porad, które mogą się przydać każdemu, kto rozważa wyruszenie na ten szwedzki szlak.
Treść artykułu
Czym jest szlak Kungsleden?
Kungsleden, czyli Szlak Królewski, to jeden z najbardziej znanych długodystansowych szlaków turystycznych w Szwecji. Znajduje się na północy kraju, w szwedzkiej Laponii, i ma długość około 450 kilometrów, zaczynając się na północy w Abisku, a kończąc na południu w Hemavanie. Trasa przebiega przez bardzo zróżnicowany krajobraz – od lasów brzozowych, przez doliny i jeziora, aż po otwarte tereny górskie i kamieniste równiny. Ponadto część szlaku Kungsleden przebiega przez tereny kilku parków narodowych oraz obszaru Laponia, wpisanego na listę UNESCO.
Szlak Kungsleden można pokonywać etapami lub wybrać się na kilkutygodniową wędrówkę całą trasą. Wzdłuż niektórych odcinków znajdują się schroniska górskie, w których można przenocować, odpocząć lub uzupełnić zapasy. My zdecydowałyśmy się na trudniejszą opcję z namiotem i większość sprzętu niosłyśmy same. Wyruszyłyśmy 4 lipca 2026 roku z Abiska i początkowo chciałyśmy dotrzeć do Hemavanu w ciągu 26 dni. Ostatecznie po 11 dniach dotarłyśmy do Kvikkjokku, ale nawet w tak krótkim czasie szlak Kungsleden pokazał nam, jak piękny, różnorodny, a jednocześnie wymagający może być szwedzki szlak długodystansowy.

Kungsleden z perspektywy osobistych doświadczeń
Na Kungsleden wyruszyłyśmy we dwie – ja w wieku 24 lat, a moja przyjaciółka w wieku 52 lat. Przygotowywałyśmy się do wyprawy przez około sześć miesięcy i początkowo chciałyśmy w ciągu 26 dni dotrzeć z Abiska do Hemavanu.
Początek trasy był dla nas dość łagodny, ale bardzo szybko przekonałyśmy się, że czeka nas znacznie bardziej urozmaicone otoczenie niż to, które znałyśmy ze zdjęć. Każdego dnia pokonywałyśmy około 18 kilometrów. Początkowo starałyśmy się osiągać nawet 20 kilometrów dziennie, ale w praktyce wiele zależało od terenu, pogody, bólu mięśni, a przede wszystkim od tego, gdzie udało nam się znaleźć odpowiednie miejsce na nocleg. Kilometry śledziłyśmy na zegarkach Garmin i na tej podstawie planowałyśmy dalszą trasę.
Jedną z najpiękniejszych rzeczy podczas całej wędrówki nie była dla mnie konkretna góra czy punkt widokowy, ale codzienna rutyna. Wstać rano, złożyć namiot, wyruszyć, iść cały dzień, wieczorem rozbić obóz i ugotować sobie coś ciepłego. Po kilku dniach staje się to szczególnym sposobem życia. Równie ważni byli dla nas jednak ludzie. Spotkałyśmy mnóstwo Szwedów, ale także Czechów, Słowaków i Ukraińców, a wspaniale było nawiązać rozmowę z kimś zupełnie obcym i wysłuchać jego historii – skąd pochodzi i dokąd zmierza.
Kiedy musiałyśmy przerwać wędrówkę szlakiem Kungsleden
Największe rozczarowanie spotkało nas w Kvikkjokku. Zamiast planowanych 26 dni spędziłyśmy na trasie zaledwie 11 dni. Obie zaczęłyśmy mieć bardzo silny kaszel i katar i nie było jasne, czy to tylko zwykłe przeziębienie, czy coś poważniejszego. Decyzja o przerwaniu wędrówki nie była dla nas łatwa.
Przy kościele Kvikkjokks Kirke nawet płakałyśmy, bo wiedziałyśmy, że musimy opuścić trasę. Jednocześnie jednak czułyśmy, że zrealizowałyśmy znaczną część tego, po co przyjechałyśmy na Kungsleden.
Jak trudna jest trasa Kungsleden?
Na zdjęciach Kungsleden może sprawiać wrażenie dość spokojnej trasy turystycznej. Moim zdaniem rzeczywistość jest znacznie trudniejsza. I to nie zawsze ze względu na różnicę wysokości. Każdego dnia musiałyśmy radzić sobie przede wszystkim z długimi marszami, pogodą i terenem. Rozległe kamieniste odcinki ciągnęły się czasem kilometrami i trzeba było uważać praktycznie na każdy krok. Kilka razy podczas wędrówki skręciłam kostkę i właśnie na tych odcinkach bardzo szybko zdałam sobie sprawę, jak ważne jest skupienie się na trasie.
Często zdarzały się też brodzenia. Niektóre były płytkie i udawało nam się je przejść bez zamoczenia butów, inne wymagały już większej ostrożności. Z kolei bardzo polubiłyśmy drewniane kładki, które stopniowo zaczęłyśmy nazywać „highway”. Na niektórych odcinkach znacznie przyspieszały one bowiem marsz.

Czy wiesz, czym jest thru-hiking? Dowiedz się, na czym polega, jakie wyposażenie jest potrzebne oraz poznaj wskazówki dla początkujących.
Pogoda i komary
Największym zaskoczeniem była dla nas pogoda. W czasie, gdy byłyśmy na trasie, nocne temperatury spadały do około 3 °C, a może nawet niżej. Kilka razy budziłyśmy się w nocy z zimna i biegałyśmy wokół namiotu, aby się ogrzać. Przez pierwsze trzy dni padał deszcz, potem na szczęście przeważnie mieliśmy suchą pogodę.
Im bardziej posuwałyśmy się na południe, tym bardziej zaczęłyśmy walczyć z komarami. Wieczorem spałyśmy w namiocie pod moskitierą i czasami miałyśmy wrażenie, że otaczają nas setki małych „towarzyszy”. Nawet środek odstraszający nie zawsze pomagał tak, jakbyśmy tego chciały.
Mapa Kungsleden i orientacja na trasie
Na szczęście orientacja na trasie nie stanowiła dla nas problemu. Kungsleden jest dobrze oznakowany, a czerwone znaki pomagają utrzymać właściwy kierunek. Mimo to zawsze miałyśmy w telefonie pobraną mapę offline z serwisu Mapy.cz i od czasu do czasu sprawdzałyśmy, gdzie dokładnie się znajdujemy. Na trasie ani razu się nie zgubiłyśmy, ale moim zdaniem mapa offline to coś, co warto mieć. Zwłaszcza jeśli planuje się własne miejsca na nocleg lub trzeba sprawdzić, ile kilometrów pozostało do kolejnego punktu.
Ponadto na dużej części trasy nie ma zasięgu komórkowego. Sygnał pojawiał się głównie w pobliżu mniejszych miejscowości, a nawet tam nie zawsze był niezawodny. Dlatego miałyśmy ze sobą Garmin inReach Mini 2. Każdego ranka i wieczora wysyłałyśmy do domu wiadomość oraz informację o naszej aktualnej lokalizacji. Dla mnie osobiście rozmowy telefoniczne i wiadomości z bliskimi z domu były bardzo wzruszające. Tym bardziej, że podczas wędrówki świętowałam urodziny i imieniny.
Jakie wyposażenie zabrać na Kungsleden?
Na początku trasy mój plecak ważył około 16 kg. Dużą część wagi stanowiło jedzenie, ponieważ chciałyśmy zaoszczędzić jak najwięcej. Nosiłam zapasy dań głównych i przekąsek na 18 dni oraz śniadań i kolacji na około 6 dni. Niektóre elementy wyposażenia dzieliłam z koleżanką, na przykład namiot, kuchenkę, apteczkę i inne drobiazgi. Dokładną listę mojego wyposażenia można sprawdzić na stronie lighterpack.com.
Za absolutną konieczność uważam:
- wysokiej jakości kurtkę przeciwdeszczową
- spodnie przeciwdeszczowe
- ciepłą kurtkę puchową
- wysokiej jakości śpiwór i matę do spania
- kijki trekkingowe
- powerbank
- mapy offline
- filtr do wody (dla niektórych nie jest to konieczne)
- dobrze wyposażoną apteczkę (naprawdę opłaciło się nam ją zabrać)
- ochronę przed komarami
Miałyśmy również jeden komplet ubrań do chodzenia i jeden do spania. Bardzo doceniłyśmy tę decyzję. Pod koniec dnia przebranie się w suche, czyste i nieprzepocone ubrania było niemal małym luksusem. Podobnie nie wyobrażałyśmy sobie wędrówki bez kijków trekkingowych. Zwłaszcza na kamienistych odcinkach pomagały nam utrzymać równowagę i oszczędzały nogi. Do ładowania urządzeń elektronicznych każda z nas miała powerbank o pojemności 20 000 mAh. Ja ładowałam z niego telefon, zegarek, czytnik i lokalizator GPS.
Sprawdzone wskazówki oparte na osobistym doświadczeniu
Szlak Kungsleden nauczył nas, że podczas długiej wędrówki decydujące znaczenie mają nawet pozorne drobiazgi. Niektóre rzeczy doceniłyśmy dopiero w momencie, gdy naprawdę ich potrzebowałyśmy, i właśnie tych podczas kolejnej wyprawy z pewnością nie zlekceważyłybyśmy.
- Nie oszczędzajcie na ciepłej odzieży – Nawet latem w szwedzkich górach może być naprawdę zimno. Kurtka puchowa zdecydowanie nie była dla nas zbędnym wydatkiem, a nocne temperatury pokazały nam, że warto być przygotowanym nawet na znaczne ochłodzenie.
- Miejcie ze sobą ubrania do spania – możliwość przebrania się po całym dniu w suche ubrania była jedną z najprzyjemniejszych części wieczoru. Jeden suchy komplet do spania jest więc naszym zdaniem wart miejsca w plecaku.
- Kijki trekkingowe naprawdę pomagają – osobiście nie chciałybyśmy wyruszać na szlak Kungsleden bez nich. Przydały się podczas brodzenia, na kamienistym terenie, a także podczas długich etapów i pomagały oszczędzać nogi.
- Nie lekceważcie terenu – zdjęcia ze szlaku Kungsleden mogą wyglądać pięknie, ale często nie pokazują, jak wyczerpujące jest kilkugodzinne przedzieranie się przez kamienie. Nie chodzi więc tylko o liczbę kilometrów, ale także o to, przez jaki teren pokonuje się te 18 kilometrów.
- Zostawcie sobie rezerwę. Pierwotnie zaplanowałyśmy dość długą trasę i konkretną liczbę dni. Rzeczywistość pokazała jednak, że pogoda, stan zdrowia czy trudność terenu mogą bardzo szybko zmienić plany.
Gdybyśmy ponownie wyruszyły na Kungsleden, nie starałybyśmy się więc za wszelką cenę trzymać się pierwotnego planu. Naszym zdaniem na takiej trasie znacznie ważniejsze jest wsłuchiwanie się we własne ciało, liczenie się z rezerwą czasu oraz posiadanie sprzętu, który doceni się właśnie w momencie, gdy pogoda lub warunki się pogorszą.
Jedzenie i woda na Kungsleden
Z naszego doświadczenia wynika, że na trasie jest wystarczająco dużo wody. Mijałyśmy mnóstwo strumieni i rzek, a właśnie woda była jedną z rzeczy, które sprawiały nam radość na Kungsleden. Chociaż woda wyglądała na czystą, zawsze ją filtrowałyśmy. Nigdy nie wiadomo, co znajduje się w górę rzeki. A wyobrażenie martwego renifera gdzieś za zakrętem strumienia w zupełności nam wystarczało, by za każdym razem używać filtra.
Jedzenie w dużej mierze zabrałyśmy z domu, bo chciałyśmy zaoszczędzić pieniądze. Na śniadanie jadłam owsiankę z owocami i proszkiem białkowym. Jednak mniej więcej czwartego dnia owsianka zaczęła mi naprawdę leżeć ciężko na żołądku, więc następnym razem na pewno bardziej urozmaiciłabym jadłospis. Na obiad jadłam kilka gotowych posiłków marki Summit to Eat: puree ziemniaczane z warzywami i kawałkami soi, a także kuskus z warzywami i kawałkami soi. Wieczorem na kolej przyszły chińskie zupy instant o różnych smakach.
Największą radość sprawiały mi jednak przekąski. Miałam batoniki proteinowe, orzechowe i czekoladowe oraz suszone owoce, głównie morele i mango. Suszone owoce naprawdę bardzo polecam. Na niektórych wzniesieniach miałam wrażenie, że bez nich nie zrobię już ani jednego kroku. A nawet zwykłe jedzenie miało w sobie szczególny urok. Ugotowanie wieczorem gorącej zupy, a nawet zaparzenie herbaty o trzeciej nad ranem w namiocie było po całym dniu czymś niesamowicie przyjemnym.

Noclegi na szlaku Kungsleden
Na szlaku Kungsleden można korzystać z schronisk górskich i innych obiektów wzdłuż trasy, co może znacznie ułatwić wędrówkę. Można dokupić niektóre rzeczy, odpocząć lub skorzystać z noclegu. My jednak zdecydowałyśmy się nosić większość sprzętu same i spać w namiocie. Oznaczało to oczywiście większy plecak i więcej trosk, ale jednocześnie miało to swój urok.
Każdego wieczoru szukałyśmy odpowiedniego miejsca, rozkładałyśmy namiot i na kilka godzin tworzyłyśmy sobie własny mały dom pośrodku szwedzkiej przyrody. Spanie w namiocie pokazało nam jednak również, jak ważne jest posiadanie dobrze dobranego śpiwora i odzieży. Temperatura około 3 °C zdecydowanie nie była dla nas przyjemna, a właśnie te chłodne noce należały do najtrudniejszych momentów całej wyprawy.

Może Cię również zainteresować: Posiłki na wyjazd: Porady dotyczące gotowania w samochodzie, kamperze i pod namiotem
Źródła: swedishtouristassociation.com – Hiking

Markéta Soukalová jest studentką architektury interesującą się literaturą i sztuką. W wolnym czasie lubi czytać książki i próbować doskonalić swoje umiejętności pisarskie. Copywritingiem zajmuje się już drugi rok, a pisanie stało się jej hobby.